Duchowość a religia

Zanim zaczniemy chciałbym jezcze raz podkreślić, że nie jestem wyznawcą żadnej religii. Dla mnie rozwój duchowy jest naturalnym etapem rozwoju człowieka i przekroczeniem identyfikacji z ciałem i umysłem. Jednak systemy religijne świata dostarczają wspaniałych wyjaśnień wielu zjawisk i doświadczeń nie opisywanych przez naukę, oraz narzędzi, które niezwykle wspierają rozwój duchowy – jeśli ktoś już zdecyduje się na taki rozwój. Naszym zadaniem jest zatem wyjść ponad wierzenia zawarte w systemach religijnych, skupić się na faktach i wzrastaniu duchowym.

Tutaj doskonałym przykładem jest joga według Patanjalego która stanowi naukowe podejście do rozwoju duchowego, pozwalając na własne eksperymenty i weryfikację empiryczną wszystkiego co jest tam zawarte.

Niniejszy artykuł pokazuje ściężkę duchową od najprostszych przejawów po najbardziej zaawansowane – na dwóch przykładach. Czy można jednak pominąć wszelkie etapy czczenia i dualizmu przechodząc od razu do niedualności? Teoretycznie tak, praktycznie nie każdy to potrafi. Urzeczywistnienie bezosobowego Boga z pominięciem wszelkich pozostałych etapów jest dostępne niewielu. A ci którzy twierdzą, że nie czczą żadnego Boga, często czczą inne aspekty życia w materii (podobnie jak osobowego Boga): niezależność, karierę, relacje, pieniądze, władzę, sex, wygląd, podróże, jedzenie, status itp itd.

Dlatego też skierowanie uwagi ku duchowości może wymagać pewnych praktyk które z perspektywy niedualności nie mają sensu, jednak dla dojrzewającej duchowo istoty i zaprogramowania podświadomości taki sens już posiadają.

Po tym krótkim wstępie zapraszam do lektury.

Od czczenia do oświecenia

Moje postrzeganie praktyk duchowych ewoluowało na przestrzeni lat, gdy udawało mi się odkrywać kolejne klocki tej jakże pięknej układanki. Jako młody inżynier wyszkolony w racjonalnym myśleniu stosunkowo szybko wszedłem w (jak mi się wydawało) najwyższe możliwe formy praktyk, czyli medytacja, głównie zen, a później studiowanie jogasutr i niedualność (advaita). Na początku całkowicie negowałem inne plany istnienia czy doświadczenia astralne. Później gdy odkryłem ezoterykę to wciąż miałem do niej ogromny dystans.

Z racji tego, że zawsze zorientowany byłem na racjonalne myślenie to właśnie jogasutry i niedualność najbardziej przyciągnęły moją uwagę jako niezwykle naukowe podejścia do duchowości. Dlatego też pewnego pięknego dnia w listopadzie 2015 szperając w duchowej księgarni w Rishikesh (Indie) natrafiłem na książkę Swamiego Vivekanandy, komentarz do Jogasutr. Jakież było moje szczęście móc zatopić się w tej lekturze, szybko uznałem to za najlepiej zainwestowane 100 ₹ (100 rupii = 4 zł) w życiu. Swami Vivekananda miał dokładnie takie podejście do duchowości jakie wybrzmiewało we mnie.

Jednak pewnego równie pięknego dnia okazało się, że Swami Vivekananda był aktywnie zaangażowany w czczenie Bogini Kali. Gdyby chodziło o kogoś innego zapewne uznałbym to za przejaw duchowej iluzji, porzucił zainteresowanie naukami takiego człowieka i zatopił się w swych medytacjach, wglądach i źródłach stanowiących o niedualnych nurtach duchowości.

Tym razem jednak czułem, że nie mogę tego zignorować, że jeśli uda mi się pogodzić te podejścia to zrobię ogromny krok do przodu w moim zrozumieniu procesu przekraczania iluzji świata materialnego. Jeśli taki Mistrz jak Swami Vivekananda, tak racjonalny człowiek wspomina o doświadczeniach z Maa Kali to coś w tym musi być.

Niniejszy artykuł opisuje moje wglądy na ten temat. Może być bardzo pomocny tym, którzy są na ścieżce bhaki, jak i tym na ścieżce kundalini, karma, jnana, raja jogi lub advaidy – by mogli odkryć inną, dopełniającą perspektywę.

Maa Kali

Czczenie bogini Kali od zawsze budziło różne emocje – zwłaszcza na Zachodzie – ponieważ łączy w sobie dwa pozornie przeciwstawne oblicza: grozy i miłości. Kali jest jedną z głównych bogiń w hinduizmie, kojarzoną przede wszystkim z czasem, śmiercią i zniszczeniem (dewanagari काली, trl. Kālī, dosł. rodzaj żeński wyrazu „czas”, trl. kālā). Jest ona najważniejszym bóstwem w hinduistycznych tradycjach tantrycznych, a także centralną postacią w sektach hinduizmu skoncentrowanych na bogini. Kali jest czczona głównie jako Boska Matka, Matka Wszechświata i Boska energia kobieca.

Bogini Kali, żródło: Wikipedia

Z jednej strony jest Kali niszczycielska, mroczna i tantryczna: naga, z naszyjnikiem z czaszek, stojąca na ciele Śiwy, z wywieszonym językiem i mieczem w dłoni. Ta forma symbolizuje śmierć ego, rozkład i nieuchronność przemiany, które są niezbędne, by narodziło się nowe życie. Dla ludzi patrzących z zewnątrz może wydawać się postacią demoniczną, ucieleśnieniem chaosu i przemocy. Zresztą wśród niektórych wyznawców stosowano praktyki, które dla zwykłych wiernych były szokujące: ofiary zwierząt, rytuały na cmentarzach, medytacje pośród stosów pogrzebowych. Sekta Thagów poszła jeszcze dalej mordując ludzi w ofierze Bogini.

Z drugiej strony istnieje Kali matczyna, pełna miłości i współczucia. W tej formie jest czułą Matką, która chroni swoich wielbicieli, usuwa cierpienie i prowadzi ku wyzwoleniu. Dla bhaktów jest uosobieniem bezwarunkowej miłości, czułości i współczucia, a jej niszczycielska moc nie jest wymierzona w świat, lecz w niewiedzę i złudzenia, które trzymają duszę w niewoli. W tym ujęciu Kali nie jest groźną boginią, lecz kochającą Matką, która swoją potęgą oczyszcza i przywraca światu równowagę.

Wizerunek bogini Kali jest jednym z najbardziej symbolicznych i wielowarstwowych obrazów w całej duchowości Indii. Na pierwszy rzut oka może wydawać się przerażający – naga kobieca postać o dzikim spojrzeniu, tańcząca na ciele Śiwy, z naszyjnikiem z ludzkich głów i zakrwawionym mieczem w dłoni. Jednak każdy z tych elementów ma głębokie, duchowe znaczenie – nie odnosi się do przemocy w dosłownym sensie, lecz do wewnętrznej walki człowieka z niewiedzą, ego i przywiązaniem.

Kali jest zwykle przedstawiana z czterema, dziesięcioma lub nawet osiemnastoma ramionami. Jej wiele rąk symbolizuje wszechmoc boskiej energii – zdolność do jednoczesnego niszczenia i stwarzania, błogosławienia i karania, chronienia i oczyszczania. Każda ręka trzyma atrybut o określonym znaczeniu: miecz oznacza mądrość, która odcina niewiedzę, trójząb symbolizuje zniszczenie trzech rodzajów cierpienia (ciała, umysłu i duszy), a czaszka lub odcięta głowa reprezentuje zwycięstwo nad ego, które musi zostać „ścięte”, aby człowiek mógł dostrzec swoją prawdziwą naturę.

Jej wystawiony, czerwony język jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli. Według mitu Kali po pokonaniu demonów wpadła w trans szału i zaczęła niszczyć wszystko wokół; Śiwa, chcąc ją powstrzymać, położył się pod jej stopami. Gdy Kali uświadomiła sobie, że depcze swojego małżonka, zawstydzona wysunęła język. Dlatego język oznacza świadomość, która powstrzymuje ślepy gniew, ale też przekroczenie dualności – jest jak płomień, który spala zarówno grzech, jak i cnotę.

Naszyjnik z czaszek lub głów (zazwyczaj pięćdziesięciu) symbolizuje alfabet sanskrycki, czyli dźwięki tworzące cały wszechświat. Każda głowa reprezentuje jedną sylabę, a cały naszyjnik – moc Słowa, Logos, z którego powstało stworzenie. Z kolei pas z odciętych rąk oznacza czyn, działanie (karma) – Kali nosi go jako znak, że przejęła i spaliła wszystkie nasze uczynki, uwalniając duszę z cyklu przyczyny i skutku.

Jej ciemnoniebieska lub czarna skóra symbolizuje nicość, nieskończoność, czystą świadomość, która pochłania wszystko jak bezkresna przestrzeń. Czerń Kali to nie mrok zła, lecz ciemność absolutu, z której zrodziło się światło.

Kali zwykle tańczy lub stoi na ciele Śiwy, który leży nieruchomo. To nie akt przemocy, lecz obraz zjednoczenia energii (Shakti) i świadomości (Śiwa). Śiwa symbolizuje bezruch, czystą świadomość, natomiast Kali jest jego dynamizmem – ruchem, czasem, życiem. Bez Śiwy Kali byłaby chaosem, a bez Kali Śiwa byłby martwą ciszą. Razem tworzą pełnię rzeczywistości – ciszę i działanie, byt i przemianę.

Kiedy spojrzeć na nią oczami mistyków, cały jej pozornie straszny wygląd staje się metaforą duchowego przebudzenia. Kali nie zabija ludzi, lecz zabija ich iluzje, niszczy ego. Nie pije krwi w sensie fizycznym, lecz wysysa z wyznawców przywiązanie do ego i lęk przed śmiercią. Jej taniec to taniec czasu, w którym wszystko rodzi się, umiera i odradza – aż do chwili, gdy dusza zrozumie, że Ona i Jaźń są jednym.

W tym sensie Kali nie jest przerażająca, lecz wyzwalająca. Jest tą, która prowadzi przez ciemność ku światłu – Matką, która niszczy to, co nietrwałe, aby dusza mogła rozpoznać w sobie wieczność.

Historia Sri Paramahamsy Ramakrishny

Sri Ramakryszna Paramahansa (ur. 18 lutego 1836 w Kamarpukur) to  jeden z najważniejszych indyjskich świętych hinduizmu. Był oddanym Bogini Kali, ale przestrzegał różnych praktyk religijnych z hinduskich tradycji wisznuizmu, tantrycznego śaktyzmu i adwajta wedanty, a także chrześcijaństwa i islamu. Jego oparte na przypowieściach nauki opowiadały się za zasadniczą jednością religii i głosiły, że religie świata to „tak wiele ścieżek do osiągnięcia jednego i tego samego celu”.  Jest uważany przez swoich zwolenników za awatara (boskie wcielenie).

Poniżej legenda o spotkaniu dwóch gigantów duchowości. Ramakriszny – wyznawcy osobowego Boga / Bogini Kali, i Totapuriego – Mistrza advaity.

Jak to bywa z legendami jest pewnie trochę podkolorowana, stąd ciężko znaleźć dwa dokładnie takie same przekazy tej historii w internecie. Dlatego najważniejsze by zrozumieć sens tej przypowieści: jak głębokie nie byłoby czczenie Boga / Bogini osobowej nie jest to ostateczny etap rozwoju, może być jednak bardzo rozwijający a nawet niezbędny.

Ramakryszna większość życia spędził na brzegu rzeki Hooghly jako szalenie oddany bhakta Boskiej Matki, Kali. Dla niego Kali nie była odległym bóstwem z legend, lecz żywą, namacalną rzeczywistością. Tańczyła przed nim, jadła jedzenie z jego dłoni, zjawiała się na każde zawołanie, pozostawiając go w stanie niekontrolowanej, przeszywającej ekstazy. Jego świadomość była tak krystaliczna, że każda forma, którą przywołał z głębi serca, natychmiast stawała się jego rzeczywistością. Był to stan niezwykłej błogości, w którym ciało, umysł i emocje dosłownie ociekały boską miłością.

Pewnego dnia w 1864 roku, siedząc nad rzeką, Ramakryszna zobaczył zbliżającą się potężną postać. Był to Totapuri – jogin tak rzadkiej i wielkiej intensywności, jakich niewielu widział świat. Totapuri, nieznoszący żadnych złudzeń, natychmiast dostrzegł olbrzymi potencjał Ramakryszny, ale też jego jedyny, ostatni problem: chorobliwe przywiązanie do swojego oddania.

Po uważnym przyjrzeniu się Ramakrysznie, Totapuri z własnej inicjatywy zapytał go, czy chciałby praktykować którąś z wedyjskich dyscyplin duchowych. Ramakryszna odparł: „Nie wiem, co powinienem robić, a czego unikać; moja Matka wie wszystko – zrobię to, co mi nakaże”. Zaskoczony Totapuri polecił mu więc zapytać Matkę o radę. Ramakryszna w milczeniu udał się do świątyni, a po chwili wrócił w stanie ekstazy, promieniując radością, i oznajmił, że Matka powiedziała: „Idź i ucz się; mnich przybył tu, by cię nauczyć”.

Totapuri, świadomy, że „Matką” Ramakryszny jest bóstwo czczone w świątyni, był z jednej strony zafascynowany jego dziecięcą prostotą, a z drugiej uznał jego zachowanie za wynik niewiedzy i złudnych przekonań. Jako człowiek wykształcony i o bystrym umyśle, Totapuri nie uznawał żadnego bóstwa poza Iśwarą wedanty. Traktował Devi jako wytwór wyobraźni i nie wierzył ani w jej realne istnienie, ani w sens oddawania jej czci. Nie wyraził jednak swoich poglądów wobec Ramakryszny, sądząc, że jego dziecięce wyobrażenia znikną po otrzymaniu inicjacji w sannyasę.

Mistrz niedualności, podszedł do Ramakrishny i próbował przekonać: „Ty, człowieku o tak wielkiej energii, dlaczego wciąż utykasz na progu tej ekstazy? Masz siłę, by zrobić ostateczny krok i wejść w Absolut. Twoja świadomość jest gotowa na oświecenie.”

Ramakryszna, zaślepiony miłością, odpowiadał jak dziecko: „Pragnę tylko Kali, to wszystko.” Gdy był „na haju” z Jej obecności, tańczył, śpiewał i promieniał. Oświecenie, o którym mówił Totapuri, było dla niego bez znaczenia.

Jednak Totapuri nie ustawał w naukach: „Brahman,” powiedział, „jest jedyną Rzeczywistością, wiecznie czystą, wiecznie oświeconą, wiecznie wolną, poza granicami czasu, przestrzeni i przyczynowości. Choć pozornie podzielony przez imiona i formy za sprawą nieodgadnionej mocy Majy, tej czarodziejki, która czyni niemożliwe możliwym, Brahman jest naprawdę Jeden i niepodzielony. Kiedy poszukiwacz stapia się w błogości samadhi, nie postrzega czasu i przestrzeni, ani imion i form, czyli potomstwa Mayi. Cokolwiek mieści się w domenie Mayi, jest nierzeczywiste. Porzuć to. Zniszcz więzienie imion i form i wyrwij się z niego z siłą lwa. Zanurz się głęboko w poszukiwaniu Jaźni i urzeczywistnij Ją poprzez samadhi. Zobaczysz, jak świat imion i form rozpływa się w pustkę, a drobne ego rozpuszcza się w Świadomości Brahmana. Urealnisz swoją tożsamość z Brahmanem, Istnieniem-Wiedzą-Błogością Absolutną.” Cytując Upaniszadę, Totapuri rzekł: „Ta wiedza jest płytka, poprzez którą widzi się, słyszy lub poznaje innego. To, co jest płytkie, jest bezwartościowe i nigdy nie może dać prawdziwej szczęśliwości. Ale Wiedza, poprzez którą nie widzi się innego, nie słyszy innego, ani nie poznaje innego, która jest poza dwoistością, jest wielka i dzięki takiej Wiedzy osiąga się Nieskończoną Błogość. Jakże umysł i zmysły mogą pojąć To, co jaśnieje w sercu wszystkich jako Wieczny Podmiot?”

Totapuri poprosił Ramakrishnę, aby wycofał umysł ze wszystkich obiektów świata względnego, włączając w to bogów i boginie, i skoncentrował się na Absolucie. Zadanie to nie było jednak łatwe nawet dla Śri Ramakryszny. Okazało się, że niemożliwe jest dla Niego wyjście umysłem poza Kali, Boską Matkę Wszechświata.

Totapuri, zafascynowany tą intensywnością, zauważył, że Ramakryszna po prostu wzmacnia swoje emocje, a nie swoją świadomość. Mimo oporów, Ramakryszna zgodził się na próbę. Siedział w medytacji, ale w chwili, gdy tylko w jego wizji pojawiała się Kali, natychmiast wpadał w stan miłości i ekstazy. Zapominał o wszystkim. Totapuri rzucił mu wyzwanie:

„Następnym razem, gdy się pojawi, musisz wziąć miecz i pociąć Ją na kawałki.”

„Skąd mam wziąć miecz?” – zdziwił się Ramakryszna, który zawsze brał wizje dosłownie.

Totapuri, w swej mądrości, wypalił: „Z tego samego miejsca, z którego bierzesz Kali! Skoro potrafisz stworzyć całą Boginię, nie możesz stworzyć miecza, by Ją przeciąć?”.

Ramakryszna podjął kolejną próbę, ale znowu ekstaza zwyciężyła, a miecz i świadomość uleciały. Wtedy Totapuri podjął ostateczną, radykalną decyzję. Ostrzegł ucznia: „Usiądź! W chwili, gdy nadejdzie Kali, ja wezmę ten kawałek szkła i przetnę cię w punkcie, w którym utknąłeś!”

Gdy Ramakryszna siedział, na skraju boskiego uniesienia, a w jego wewnętrznym wzroku zaczęła się manifestować olśniewająca postać Matki, Totapuri wziął ostry kawałek szkła i wbił go głęboko w czoło Ramakryszny.

Przeszywający ból był jak elektryczny wstrząs, który natychmiast wyrwał Ramakrysznę z emocjonalnego przywiązania. W tym samym momencie stworzył miecz ze swojej czystej, niepodzielnej świadomości i użył go do przecięcia hipnotyzującej wizji Kali.

Dusza Ramakryszny wystrzeliła w Absolut. Zostawił za sobą Matkę, ekstazę i wszelkie formy, rozpuszczając się w Brahmanie. W tym momencie stał się prawdziwym Paramahamsą, wolnym od wszelkich ograniczeń miłości dualistycznej.

Śri Ramakryszna pozostawał całkowicie pogrążony w samadhi przez trzy dni. „Czy to zaiste prawda?” wykrzyknął Totapuri ze zdumieniem. „Czy to możliwe, że osiągnął w jeden dzień to, co mnie zajęło czterdzieści lat wytężonej praktyki? Wielki Boże! To jest niczym innym jak cudem!” Z pomocą Totapuriego, umysł Śri Ramakryszny ostatecznie powrócił do sfery absolutu.

Historia Swamiego Vivekanandy

Aby przygotować grunt pod dalszy wykład potrzebne jest jeszcze zapoznanie się z historią Swamiego Vivekanandy.

Swami Vivekananda urodził się 12 stycznia 1863 roku w Kalkucie jako Narendranath Datta. Pochodził z rodziny zamożnej i wykształconej – jego ojciec był prawnikiem o liberalnych poglądach, a matka głęboko religijną kobietą, znającą Pisma.

Od młodości Narendranath wyróżniał się niezwykłą inteligencją, siłą charakteru i pragnieniem prawdy. Zafascynowany filozofią Zachodu i naukami przyrodniczymi, zadawał pytania, na które tradycyjna religia nie miała odpowiedzi. Nie znosił przesądów, ślepego kultu bogów i rytuałów – chciał doświadczyć Boga, a nie tylko o Nim słyszeć czy oglądać posągi.

Jako student filozofii w Kalkucie często pytał duchowych nauczycieli:

„Czy widziałeś Boga?” Większość nie potrafiła mu odpowiedzieć.

W 1881 roku, z polecenia jednego z przyjaciół, Narendranath odwiedził świątynię Kali w Dakshineshwar, gdzie żył prosty kapłan – Sri Ramakryszna Paramahamsa (Jego historia opisana powyżej). Narendranath, racjonalny i pewny siebie, zapytał go:

„Czy naprawdę widzisz Boga?”

Ramakryszna odpowiedział spokojnie:

„Tak, widzę Go tak jasno, jak ciebie – tylko o wiele intensywniej.”

To zdanie wstrząsnęło młodym filozofem. Zrozumiał, że Ramakryszna nie był fanatykiem – był kimś, kto poznał Boga bezpośrednio.

Podczas jednej z wizyt, Ramakryszna, będąc w stanie ekstazy duchowej, dotknął klatki piersiowej Narendry swoją stopą. W tym momencie wydarzyło się coś, co sam Vivekananda później opisał w sposób niemal niewiarygodny dla jego racjonalnego umysłu:

„Natychmiast cały pokój zaczął wirować, świat znikał przede mną, czułem, że tracę świadomość zewnętrznego świata. Miałem wrażenie, że wszystko wokół mnie – ściany, pokój, ziemia – rozpuszcza się w świetle. Krzyczałem z przerażenia: ‘Co ty ze mną zrobiłeś!?’ I dotknął mnie znowu – wtedy wszystko wróciło do normy.”

Po chwili Ramakryszna tylko się uśmiechnął i powiedział:

„Jeszcze nie czas, jeszcze nie teraz. Niech to przyjdzie powoli.”

Pewnego dnia życie przyszłego swamiego zderzyło się z twardą rzeczywistością – Narendranath po śmierci ojca (1884) znalazł się w rozpaczy, biedzie i głodzie. Poszedł do Dakshineshwar prosić Ramakrysznę o wsparcie. Był to czas, gdy jego umysł był rozdartý – z jednej strony znał nauki Ramakryszny o boskości obecnej w każdej formie, z drugiej wciąż nie potrafił uwierzyć w „boginię z kamienia”. Uważał, że modlitwa do posągu jest zabobonem.

Spotkawszy się z Ramakryszną, w emocjach powiedział:
„Mistrzu, jestem w strasznej biedzie. Nie mam co jeść. Czy mógłbyś poprosić Matkę, by mi pomogła?”

Ramakryszna, który widział jego przyszłość i duchowe przeznaczenie, odpowiedział spokojnie:

„Dlaczego ja miałbym prosić Matkę za ciebie? Idź do świątyni Kali sam. Powiedz Jej wszystko. Zobaczysz, że usłyszy twoje modlitwy.”

Narendranath niechętnie zgodził się. Wszedł do świątyni Dakshineshwar, w której wizerunek bogini Kali – czarnej, z mieczem w dłoni i girlandą z czaszek – był oświetlony płomieniami lamp oliwnych. Poczuł dziwne poruszenie w sercu. Stał przed posągiem, zamierzając poprosić o pieniądze i pożywienie dla rodziny.

Ale gdy tylko otworzył usta, wszystkie jego słowa zniknęły. Zamiast prośby o jedzenie, z głębi serca wypłynęły słowa:

„Matko, daj mi mądrość. Daj mi czystość. Daj mi prawdziwe poznanie.”

Wyszedł ze świątyni w oszołomieniu. Spotkał Ramakrysznę, który zapytał:

„No i poprosiłeś Matkę o to, o co miałeś prosić?”

Narendranath nagle zdał sobie sprawę, że zapomniał o pieniądzach. Ramakryszna uśmiechnął się i powiedział:

„Idź jeszcze raz i poproś.”

Posłuchał. Wszedł ponownie do świątyni z mocnym postanowieniem, że tym razem poprosi o pomoc materialną. Ale gdy stanął przed wizerunkiem Kali, wszystko znowu się rozpłynęło. Łzy same napłynęły do oczu. Znów poprosił o czystość serca, mądrość i oddanie.

Kiedy wrócił, Ramakryszna zapytał jeszcze raz:
„A tym razem?”
Narendranath z zawstydzeniem przyznał, że znowu nie potrafił prosić o nic innego niż o duchowe dary.

Po trzeciej próbie która zakończyła się tak samo, Mistrz powiedział z łagodnym uśmiechem:
„Dziś poprosiłeś o to, co najważniejsze. Matka da ci wszystko, czego potrzebujesz, zanim sam to zrozumiesz.”

Od tego dnia w Narendranathu coś się zmieniło. Jego serce, dotąd zimne wobec kultu form i bogiń, otworzyło się. Po raz pierwszy poczuł obecność Matki – nie jako symbolu, lecz jako żywej mocy, która troszczy się i prowadzi. Nie stał się od razu wielbicielem rytuałów, ale już nigdy więcej nie odrzucał czczenia Boga w formie.

W późniejszych latach wspominał to wydarzenie jako moment przełomu duchowego. Mówił, że tego dnia Kali przestała być dla niego „boginią z kamienia”, a stała się żywą, wszechogarniającą Siłą, która porusza wszystko – życie, śmierć, wiedzę i niewiedzę.

Dalsza część artykułu znajduje się tutaj. –

Dodaj komentarz