Jestem takie wyjątkowe

Ten wpis dedykowany jest ego, które kocha być wyjątkowe. Opisuję tutaj przejawy egoizmu które są oczywiste dla oka wprawnego obserwatora ale wciąż nieoczywiste dla wielu ludzi. Ego uwielbia czuć się wyjątkowe, to jego naturalny mechanizm przetrwania i wyróżnienia się w świecie. Ono chce być lepsze, bardziej uduchowione, bardziej zranione, bardziej doświadczone albo bardziej „świadome” niż inni. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta: rdzeń ego to separacja od całości, tak zostało stworzone i taki ma cel.

Nawet na ścieżce rozwoju duchowego ego potrafi ukryć się za maską pokory, podczas gdy w środku nadal szuka potwierdzenia: „jestem kimś szczególnym”. Ta potrzeba wyjątkowości może subtelnie sabotować prawdziwy postęp w rozwoju, bo dopiero gdy pozwolimy sobie być zwyczajni, pojawia się przestrzeń na coś większego niż ego, na prawdziwą obecność i wewnętrzny spokój.

Przyjrzyjmy się zatem kilku typowym schematom wyjątkowości ego.

Uwaga: opisy są intencjonalnie dość przerysowane a czasem nawet prowokacyjne, dlatego też prawie każdy z punktów posiada wyjaśnienie. Opisy te nie mają na celu osądzania czy atakowania kogokolwiek ale obrazowe i karykaturalne przedstawienie pewnych przejawów duchowego ego. Niektóre z tych przejawów doświadczyłem mniej lub bardziej na własnym ego, dzięki temu znam temat dość dobrze.

Zachęcam do lektury drogi czytelniku – dobra kawka, dobry nastrój, szczerość w stosunku do siebie i innych a uśmiech na twarzy na pewno się pojawi. 🙂

Wyjątkowo uduchowione

Wyjątkowo uduchowione ego bywa bardzo subtelne i czasem trudne do zauważenia, nie krzyczy jak zwykła pycha, ale szepcze: „jestem ponad to”. Może patrzeć z góry na „niewtajemniczonych”, porównywać poziomy świadomości w ramach różnych skal, używać duchowych pojęć czysto mechanicznie lub bardzo intelektualnie bez przejawów głębszego zrozumienia.

Często uważa się za pokorne, ale wewnętrznie karmi się poczuciem wyższości: że “już to wie”, „widzi więcej” lub „przebudziło się bardziej” niż inni. Taki duchowy egoizm potrafi ukryć się pod płaszczem ciszy, medytacji czy nawet służby dla innych, ale nadal chodzi mu o to samo: być kimś, mieć rację, być uznanym, wyjątkowym lub oddzielić się od całego tego cyrku i niedorozwiniętych duchowo mugoli.

Wreszcie gdy duchowe ego się bardziej uspołeczni i otworzy na innych to może się okazać, że pojawią się nowe ambicje. Jak przystało na duchowe ego ma ono niebanalne ambicje i to jest jasne, że nie chce być takim zwykłym podróżnikiem duchowym, lub mówiąc po ludzku – takim zwykłym ćwokiem. Gra toczy się o to by zostać przynajmniej nauczycielem duchowym, przewodnikiem duchowym, life mentorem, a tak naprawdę mistrzem i to najlepiej guru a docelowo mahaguru.

Oczywiście to wszystko się temu ego przypadkowo “przydarzy” bo ono nigdy nie planowało być kimś takim, po prostu tak ma, tak się samo stało, tak było przeznaczone, po prostu świat o to prosił a ono się broniło, rękami i nogami, no ale nie mogło odmówić w swej niewinności i miłości do bliźniego. W każdym wywiadzie (liczonych w dziesiątki) jakże skromne duchowe ego podkreśli, że nigdy nie przypuszczało, że jego organizacja non profit się tak rozwinie i będzie przynosiła milionowe zyski, a ono przy okazji otrzymało przekaz od istot astralnych że pieniądze jednak nie śmierdzą.

Po latach duchowe ego nadal uważa (bo jest bardzo konsekwentne w swych przekonaniach), że celibat jest oczywiście absolutnie wymagany na ścieżce duchowej, dlatego też i niezbędny dla jego uczniów ale ono samo najlepiej przejawia się z poliamorycznej tantrze z własnymi uczennicami / uczniami (bo w tym aspekcie akurat bardzo się rozwinęło).

Oczywiście nie z własnych niskich pobudek ale z poświęcenia dla nich i dobroci serca gdyż dzięki temu zjednoczeniu znacząco przyspiesza ich drogę do samorealizacji. Zawsze, gdy uczniowie / uczennice się za bardzo zaangażują, wtedy można ich pogonić twierdząc, że się za bardzo przywiązali a to jest nie wskazane na ścieżce duchowej.

Alternatywna ścieżka dla takiego duchowego ego to tkwić w jaskini przez całe życie twierdząc, że już się wyrosło z tożsamości typu guru. A tak naprawdę ego tylko o tym marzy ale może czuje, że jest za mało medialne i przebojowe – lub przynajmniej tak mu się wydaje.

Uwaga: są ludzie którzy oczywiście mają zdolności a nawet przeznaczenie by prowadzić innych na ścieżce duchowej. Takim ludziom sam wiele zawdzięczam i bardzo doceniam czasy w jakich żyjemy gdyż mamy łatwy dostęp do nauczycieli duchowych właściwie z każdego nurtu. Warto sobie jednak zadać pytanie czy motywacja do nauczania płynie z przejawów autentycznej Miłości i chęci dzielenia się z innymi swoim doświadczeniem, czy jest tam coś jeszcze – na przykład potrzeba aprobaty? Pamiętajmy, że czasem (często / zwykle?) może być jedno i drugie – i to jest ok, to jest naturalny rozwój na ścieżce nauczyciela duchowego.

Jednak jeśli prowadzimy warsztaty duchowe to warto zadać sobie pytanie kto ich bardziej potrzebuje: prowadzący czy uczestnicy? 

Wyjątkowe stany świadomości

Ego tworzy absolutnie niepowtarzalne, dziwne i niezrozumiałe stany świadomości nawet dla siebie samego  – jakby w środku miało laboratorium, które produkuje zjawiska ekscytujące, przygnębiające i niewyjaśnione. Kiedy próbuje je komuś opisać jest tak nieopisanie przejęte, bo wie że odkryło coś absolutnie niepowtarzalnego czego nikt wcześniej nie odkrył. A gdy rozmówca patrzy z lekkim zmieszaniem, ego tylko kiwa z wyższością: „No tak, trudno to zrozumieć na Twoim etapie”. Im mniej ktoś pojmuje, tym bardziej wyjątkowe wydaje się ego, jak widać jest to logika godna subtelnych iluminacji.

Medytacja oddechu? Introspekcja? To są metody dla ludzi, którzy jeszcze wierzą, że terapia, uwalnianie emocji i obserwacja umysłu cokolwiek rozwiązują. Ego wie, że jego przypadek jest szczególny. Przecież TEN stan świadomości jest tak inny, tak wysublimowany i tak… kompletnie niewyjaśnialny, że cała historia mistyki, filozofii i psychologii nie pamięta by ktoś czegoś TAKIEGO doświadczył. Gdyby Mistrzowie mieli dostęp do takich subtelnych stanów świadomości, na pewno zostawiliby o tym opasłe tomy pism. Nie zostawili? Zatem wiadomo: ego odkryło nowy kontynent. 

W tej sytuacji nie ma ratunku. Ego musi pozostać wyjątkowe, osamotnione na swoim wibracyjnym Olimpie. Gdy nikt nie potwierdza jego doświadczeń, to tylko dowód, że jest pionierem. A pionier nie szuka wyzwolenia, on szuka potwierdzenia, że nikt jeszcze nie był tam, gdzie on.

Uwaga: w istocie potrafimy doświadczać różnych „dziwnych” stanów wibracyjnych bo każdy z nas ma inną zawartość Umysłu, zatem proces uwalniania przebiega u każdego nieco inaczej. Jednak na tym właśnie polega ten proces aby się nie przywiązywać do tego co chwilowo wychodzi na powierzchnię, nawet gdy jest to nadzwyczajnie posępne lub generuje „niepowtarzalne” fajerwerki, gdyż jedno jest pewne: to też przeminie.

Wyjątkowe wizje

Ego posiada wizje jak nikt inny, na każdy temat, bezustannie. Wszędzie “widzi” i tylko czeka aby uraczyć wszystkich swoją wizją która przekazuje niezwykle ważne i absolutnie wyjątkowe informacje, od innych istot, duchów, Przewodników, Mistrzów, Aniołów czy samego Boga (rzadziej). Tym samym gromadzi wokół siebie ogrom wielbicieli zapatrzonych w ego jak w obrazek i tą energią aprobaty ego się karmi dostarczając zainteresowanym jeszcze więcej niezwykłych wizji. Jedyne co może zburzyć tę ekstazę pławienia się w uwadze wyznawców to pojawienie się jeszcze bardziej wypasionego ego którego wizje są nieporównywalnie bardziej spektakularne i przyciągną wyznawców na jego stronę.

Uwaga: nie neguję wizji czy channelingu które mogą oczywiście się pojawiać i być niezwykle pożyteczne czy rozwijające. Chodzi o to jak ktoś podchodzi do tego co widzi i jak samemu może stymulować Umysł do dostarczania więcej i więcej wizji czy podłączania się pod rozmaite światy astralne, np. po to aby zyskać aprobatę.

Wyjątkowe zdolności

Ego twierdzi, że ma wyjątkowe zdolności jak nikt inny. Jasnowidzenie, jasnosłyszenie, jasnoczucie. Jasne jest, od razu, że jest wyjątkowe – nikt mu nie dorównuje jasnooświeceniem. Nikt takich zdolności nie ma w całym wszechświecie, żaden Mistrz ich nie pojmuje, tak, że z czasem biedne ego popada w samotność w swej jasnodoskonałości. Oczywiście informacje które odbiera i przekazuje jasnooświecone ego są absolutne i niepodważalne, jeśli ktoś w to śmie wątpić to jest zwykłym mugolem, lub duchowym barbarzyńcą, jeśli zaś rezonuje z tym jasnoprzekazem to jest zaawansowanym duchowo podróżnikiem. I tak kółko wzajemnej adoracji zaciska pętlę zbiorowej halucynacji utwierdzając ego w iluzorycznej wizji świata.

Uwaga: nie neguję super mocy czy zdolności jasnowidzenia, które sam doświadczyłem i obserwowałem. Chodzi o to jak ktoś podchodzi to tego co widzi i czy buduje sobie wokół tego wyjątkową tożsamość czy nie, oraz czy obiektywnie sprawdza to co widzi czy nie.

Wyjątkowe praktyki

Ach jakie to ego wyjątkowe. Wykonuje absolutnie wyjątkowe praktyki jakich nikt inny nie wykonuje. Zwykła relaksacja czy prosta medytacja jest nie dla niego. Wstaje o świcie, zaczyna praktykę dokładnie o 4:44 nad ranem lub o 5:55 w niedzielę i święta. Ma specjalną matę prosto z Azji, do tego specjalną poduszkę do medytacji, również z dalekich krajów. Oczywiście podczas medytacji orientuje się w odpowiednią, specjalną tego wyjątkowego dnia stronę świata. Przed medytacją czas na specjalną ceremonię przywdziania specjalnej szaty w której zasiądzie na dokładnie 33 minuty do których odmierzania używany jest specjalny zegar a zakończenie tego unikalnego procesu oznajmia specjalny gong. Medytacja to pewna specjalna sekwencja, oczywiście sekretna i przekazana specjalnie tylko temu ego przez specjalnego mistrza żyjącego hen daleko za górami i lasami, przekazana oczywiście za gruby hajs. Dzięki tym specjalnym praktykom ego będzie mogło czuć się jeszcze bardziej wyjątkowe niż wcześniej.

Możliwa jest też inna opcja. Ego uznaje, że żadne formalne praktyki są nie dla niego, że terapia, uwalnianie emocji, praktyki energetyczne czy medytacja siedząca są nie dla niego. Zwraca się ku specjalnym i wyjątkowym praktykom które poruszą mu energię seksualną czy kundalini i pozwalają, że czuje się wreszcie takie wolne i wyjątkowe. Cały świat wiruje, całe ciało wibruje, motyle w brzuchu, orgazm w ruchu, ekstaza wysokich wibracji, czasem dramat ale zawsze fajerwerki na maksa – do czasu gdy nie wróci z warsztatu, wtedy znów popada w depresję, ale tak już ma to wyjątkowe ego.

Uwaga: nie neguję pomocnych narzędzi, wygodnych poduszek, alternatywnych technik, wznoszenia energii kundalini czy ceremonii które pozwalają wprowadzić odpowiednią atmosferę do praktyk duchowych. Praktyki oparte o ruch są doskonałe dla pewnych osób i pozwalają na ogromne postępy dzięki otwieraniu się i przekraczaniu ego (np. wstydu). Chodzi raczej o świadomość tego co ważne a co nie i zrozumienie, że praktyki są tylko narzędziem. Polecam wpis o praktykach.

Wyjątkowy ból psychiczny

Ego przejęte swoim wyjątkowym bólem, wyjątkową depresją, wyjątkową diagnozą od psychologa pławi się w cierpieniu psychicznym. Wtedy pozostaje już tylko znaleźć wyjątkowego terapeutę bo taki zwykły nie wystarczy. Ten wyjątkowy weźmie oczywiście 3x więcej niż zwykły ale ego przynajmniej jest w dobrych rękach kogoś to je wreszcie rozumie i jego wyjątkowy ból. Jak przystało na wyjątkowe ego nawet 20 lat terapii nie przynosi choćby minimalnej ulgi.

Uwaga: nie neguję traum i psychicznego bólu który oczywiście może być ogromny. Takim ludziom należy współczuć i pomagać jak tylko potrafimy. Mogę sobie tylko wyobrazić jak ciężko jest wyjść np. z traumy wojennej i życzę wszystkim aby rezygnowali z takich doświadczeń życiowych. Z drugiej strony warto zauważyć czy ktoś ma intencję wyjścia z bólu czy też doskonale się czuje (podświadomie) w pławieniu się w swoim cierpieniu i poczuciu wyjątkowego doświadczenia przez los. 

Wszystko inne wyjątkowe

Ego wykonuje wyjątkową pracę jakiej nikt w historii świata nie wykonywał. Na jego barkach spoczywa cały świat a gdy bierze urlop istnieje ryzyko, że zgaśnie słońce.

Są różne inne przejawy wyjątkowości, typu wyjątkowy dom, przyjaciele, podróże, mąż, żona, dzieci, szkoła, dyplomy, tytuły, osiągnięcia itp itd. Mechanizm jest ten sam w każdym przypadku. Dokładniej opisane zostały tylko te które szczególnie związane są z rozwojem duchowym.

Jak stać się wprawnym obserwatorem?

Aby stać się wprawnym obserwatorem zachęcam do rozwijania się w trzech aspektach:

Medytacja – dzięki niej poznajemy własny Umysł, własną reaktywność, własne szaleństwo i przekonania, a wtedy z łatwością jesteśmy stanie zaobserwować to u innych. Ponadto na pewnym poziomie Medytacja daje dostęp do głosu Intuicji co dodatkowo ułatwia czytanie intencji i zachowań innych ludzi.

Psychologia – dzięki niej poznajemy wszelkie gry i manipulacje jakie jest w stanie prowadzić ego nasze i innych. Tak, to uduchowione również. Szczególnie to uduchowione – wilk w owczej skórze jest najbardziej przebiegły.

Doświadczenie – zachęcam do „popełniania błędów” i obserwacji, a nawet świadomej intensyfikacji własnych wkrętów aby zobaczyć na sobie jak to wszystko działa.

Uwaga: bardzo ważne jest aby zachować należyte proporcje. Praktyka medytacji i studiowanie psychologii ma mieć przede wszystkim na celu zaobserwowanie szaleństwa WŁASNEGO ego i zrobienie z tym wreszcie porządku. Niestety niektórzy z nas wykorzystują te wspaniałe zdolności obserwacji do analizowania i osądzania innych. To nie przyniesie nic dobrego ani nam ani osobom które później próbujemy naprawić.

Zwykły człowiek

Zwykły człowiek to ten który nie potrzebuje być już wyjątkowy. Wie, że potrzeba bycia wyjątkowym płynie z ego, wie też, że dostępne są dla niego wszelkie moce, możliwości i obfitość tego świata. Wie też, że to wszystko jest tym łatwiejsze im bardziej zrezygnuje z potrzeby swej wyjątkowości. Tak stopniowo przypomina sobie jak to jest być człowiekiem w stanie naturalnym.

Zaraz zaraz, chwila moment myśli ego. A gdyby tak stwierdzić, że jest się zwykłym człowiekiem? Hmmm, jakie to cudowne uczucie, wreszcie można być ponad tym całym duchowym cyrkiem i patrzeć z góry na tych wielce uduchowionych, egzaltowanych i nawiedzonych lunatyków. I to jest genialny pomysł bo dzięki temu można krytykować każdą duchową umiejętności być ponad tym, nawet leżąc przed TV i objadając się chipsami, popijać piwem i można “być wyżej” niż jakiś tam praktyk medytacji który przesiaduje w lotosie po kilka godzin dziennie starając się być „oświecony”. Biedna ona i biedny on. Ego „zwykłego człowieka” już rozpoznało te gierki, nie musi tyrać w medytacji wiele godzin dziennie. Z resztą oni wszyscy ciągle mają jakieś wizje, procesy, medytacje. Świadomy zwykły człowiek już tego nie potrzebuje, jest ponad tym od dawna, właściwie od zawsze – te 10 lat jeżdżenia na warsztaty duchowe i samorozwojowe to był ktoś inny, przecież nie On(a). To są zabawki dla wiecznie poszukujących i zbłądzonych w iluzji dzieci. Ego zwykłego człowieka może robić co chce, porzucić wszelkie praktyki formalne a i tak się rozwija duchowo, bo cały ten rozwój jest przereklamowany.

Przyznasz czytelniku, że ego ma wspaniałe zdolności. Wejdzie wszędzie, jak nie drzwiami to oknem.

Dodaj komentarz